.jpg)
.jpg)
była udana,ale wyłącznie dlatego, że Kuba zadowolił się widokiem szalejących małp i konia!
pozostałe atrakcje niestety nie zaliczone... lew spał,mając daleko w duszy zwiedzających...
wielbłąd poszedł sobie gdzieś na dłuższy spacer i na nic się zdały wołania dzieci,zachęcające by przyszedł im się pokazać. A dzieci wytrwale stały przy ogrodzeniu, ponoć jednej babci udało się wypatrzeć rzeczonego garbusa, ale nam nie było to dane ;-(
a tak swoją drogą zamojskie ZOO jest najsmutniejszym jakie widziałam.
Po wrażeniach jakie wywarły na nas zwierzęta ( a raczej ich brak) postanowiliśmy odwiedzić zamojski rynek i tam zjeść obiad. Kuba szalał ganiając za gołębiami, Piter tradycyjnie biegał z aparatem i pstrykał fotki. Wrześniowe słońce jeszcze całkiem przyjemnie przygrzewało a ja rozkoszowałam się smakiem lavazzy :-)